Rząd Najjaśniejszej RP ogłosił właśnie uruchomienie projektu zbrojeniowego pod nazwą „Armada dronów”.
Jeszcze zaledwie kilka lat temu, żartując z sąsiadem o rozmaitych teoriach spiskowych typu „niszczące mózg stacje sieci 5G” albo „wstrzykiwanie w szczepionkach na COVID mikrorobotów mogących przejąć kontrolę nad ludzkim ciałem”, zażartowałem, żebyśmy nie mówili zbyt głośno, bo na pewno już podsłuchuje nas jakiś szpiegowski dron rządowy, a za chwilę zamiast niego nadleci dron policyjny. Żarty z kategorii S-F? Niby tak, ale minęło ledwie pięć lat i te żarty przestały już być takim znowu S-F. Po dziesięcioleciach jednak pewnej stagnacji, gdy postęp technologiczny oznaczał wydanie nowej wersji popularnego systemu operacyjnego, nowego modelu samochodu albo kolejnej wersji naszego ulubionego pakietu biurowego, świat nagle wyraźnie przyspieszył. Na popularnym portalu filmowym można znaleźć tańczące roboty, w sejmie przemawiał już poseł-android (O! To ciekawy pomysł, ja tam bym 95% składu wymienił na te droidy!), ale co gorsza, jak się poszuka, to można znaleźć już nie tylko tańczące roboty, znajdą się też takie, które potrafią także strzelać.
No tak, wojna, to zawsze napędzało rozwój i nie inaczej jest dziś. Wolałem czasy pokoju i tęsknię za nimi, może jeszcze ich dożyję?
Postęp dotknął i mojej, programistycznej branży. W roku 2020 pojawił się Chat GPT-3. Długo przebijało się do świadomości ludzi, w tym mojej, co się stało. Dla mnie oświecenie przyszło trochę późno, bo w ub. roku. Założyłem konto u jednego z głównych dostawców „chatbotów AI” i zacząłem pracować nad przepisaniem kodu AlfaSprzedaży 7, usuwając z niej wszystkie komponenty „proprietary”, tak by móc państwu zaoferować nową wersję po prostu tańszą, wolną od wliczonych opłat na rzecz podmiotów trzecich. Szło nieco opornie, ale dosłownie co miesiąc mój programistyczny, niezwykle pomocny partner robił się wyraźnie mocniejszy. Pierwszy i najtrudniejszy etap przepisywania aplikacji mobilnej ukończyłem we wrześniu 2025.
W tym samym czasie dostałem od tegoż dostawcy maila z informacją handlową: „...wypróbuj nasze rozwiązanie CLI...”. Mniejsza o to, czym jest CLI. Wypróbowałem i doznałem olśnienia, mam nadzieję na miarę tego, jakiego doznał Bill Gates, oglądając na jakiejś konferencji dziwne rozwiązanie interfejsowe firmy Xerox (tak „został poczęty” system Microsoft Windows).
Ów system CLI okazał się już nie tylko „partnerem programisty”, okazał się programistą jako takim, tylko jakieś 100 razy szybszym, mogącym potencjalnie pracować 24/7, niemal idealnie dokładnym, wszechstronnym i nawet kreatywnym. Co więcej, nic nie stało na przeszkodzie, by uruchomić tych „CLI” trochę więcej... Jedynym ograniczeniem stałem się teraz ja. Muszę jednak kontrolować to, co moi „bracia programiści, agenci CLI” robią, ale też spać, zjeść, odpocząć...
Świat programowania przechodzi właśnie rewolucję, taką na miarę pojawienia się komputerów osobistych, Internetu czy też powszechnie dostępnej sieci komórkowej. Gdzie nas ona zaprowadzi? Na razie zaprowadziła mnie do zaoferowania państwu nowej, ósmej wersji systemu AlfaSprzedaż, mocniejszej niż zwykle, rozbudowanej o część webową, w całości opartej na technologii Open Source, a dzięki temu po prostu tańszej.
A wracając do tematu, bo trochę odbiegłem, dokąd więc ta rewolucja zaprowadzi nas wszystkich? Kiedy zapuka nam do drzwi Terminator, gdy zbyt głośno powiemy „chwalić rząd”?
Otóż to zależy od nas i od tego, na ile ludzie upomną się o swoje własne prawa. Jest taka scena w amerykańskim filmie rysunkowym „WALL-E", gdy kapitan statku wiozącego przez kosmos ostatnich ludzi musi postawić się robotom usiłującym go uświadomić, że kapitanem jest już tylko formalnie, a właściwie dawno już nim nie jest.
Piękna scena... Gdyby zdarzyło się państwu znaleźć chwilę, zachęcam do przeczytania tego dokumentu: https://artificialintelligenceact.eu/ . Jak nie przepadam za tym, co robi Unia Europejska, tak ten dokument i postawione w nim „postulaty prawne” są po prostu „na temat i na czasie”.
Dobra wiadomość odnośnie naszego „oszałamiającego postępu”, dwa tygodnie temu człowiek znowu obejrzał Księżyc z tej strony, z które dotąd widziano go tylko kilka razy i dość dawno temu, podobno w ciągu dwóch lat znowu mamy tam nawet wylądować. I taki postęp to ja naprawdę lubię! Urodziłem się w 1969 i „spóźniłem się” na oglądanie jak Neil Armstrong robi „wielki skok ludzkości”.
Czy więc zapuka nam za rok do drzwi Terminator, czy raczej sympatyczny android przywiezie kawę i sam założy nam wełniane skarpetki, to zależy w dużej mierze od nas wszystkich.
Adam Kujawski